Dziwny tytuł, prawda? Wziął się stąd, że mamy w Polsce kilka Parków Narodowych, o jednakowo
brzmiących skrótach. Miałem okazję pobyć w tym drugim i chyba, osnutym równie wielki nimbem
tajemniczości, jak Biebrzański.
Bieszczady, bo o nich mowa, zawsze były dla mnie wielkim wyzwaniem i gdzieś tam pod skórą czułem
ogromny zew, aby zajrzeć, zobaczyć, sprawdzić wyobrażenia, a może i porównać. Jeden dziki i drugi
dziki. I w jednym, i w drugim są miejsca, że w zasięgu wzroku nie widać żadnych punktów,
uczynionych ręką człowieka. Jakże jednak odmienne, jeśli chodzi o widoki, a mimo to podobne
w swoim klimacie aury i niespotykalności. Góry i bagniste równiny. Dzikość i niedostępność.
Oczywiście niedostępność Bieszczadów jest dużo większa i spenetrowanie ich, wymaga od wędrowca
dużo więcej wysiłku niż Bagien. Nie oszukujmy się, szlaki nad Biebrzą są dużo łatwiejsze,
chociażby dlatego, że nie wymagają tak wielkiego wysiłku, jak wspinaczka na Tarnicę, Bukowe Berdo
czy Połoninę Wetlińską. Historie o podróżach w bagiennym błocie "po pachy", to raczej reklamka
dla szukających wrażeń turystów. Tak naprawdę na szlakach Biebrzy takich utrudnień nie ma,
a przecież można się poruszać tylko po nich. Dla nizinnego łazika, nieobytego z górami,
nie lada wyzwaniem jest zdobywanie szczytów. I co z tego, że niewysokie. Czy 1350 metrów to mało?
Beskidy są przecież niższe. Zakwasy mam w łydkach jeszcze dzisiaj i muszę rano nieźle się
rozchodzić, aby zacząć normalnie funkcjonować. Oczywiście, widoki rekompensują z nawiązką
poniesiony wysiłek. W Bieszczadach jest pięknie! Nad Biebrzą też, ale piękno jest zupełnie inne.
Nie da się tego porównywać!
Mała dygresja: dla rozróżnienia będę używał BdPN dla Bieszczadów i BPN dla Biebrzy.
Taki skrót czasami widywałem na tablicach informacyjnych.
Co jeszcze wyróżnia te dwa Parki? Na pewno organizacja turystyki i całej infrastruktury z tym
związanej. Każdy szlak w BdPN rozpoczyna się sklepikiem i możliwością zakupu biletów wstępu.
Podejrzewam, że wiąże się to również z ilością turystów i możliwością ich obsługi.
Nad Biebrzą jest ich dużo mniej i teren jest bardziej rozległy. Natomiast ludność miejscowa
z Bieszczad, chyba już dawno odkryła, że z turystyki można żyć. Może nie są to kokosy,
ale pozwala to w jakiś sposób funkcjonować. W BPN widać, że świadomość ta jeszcze wolno raczkuje.
Muszę przyznać, że miałem do czynienia z bardzo profesjonalnie napisanym przewodnikiem.
Ośmielę się go nawet tutaj zareklamować. A co? "Bieszczady" - Bosz S.C. Opracowanie Paweł Luboński.
Gdy do tego dołożymy muzykę chłopaków z KSU, z Ustrzyk (taki punk rock polubią wszyscy),
którzy ciągle w tekstach odwołują się do swoich terenów i często w bardzo obiektywny sposób,
to gwarantuję, że klimat do podróży po Bieszczadach przyrasta kwadratowo. Wszyscy w BdPN są mocno
zaangażowani w proces turystyczny. Nie chciałbym wchodzić w sprawy gospodarki w Parkach,
zbyt mało wiem, ale wydaje mi się, że pozyskiwanie drewna w Bieszczadach przynosi Parkowi
także dużo większe dochody, niż nad Biebrzą. No cóż, tutaj takich możliwości nie ma.
Obszarów zalesionych nie ma co porównywać. Natomiast jeśli chodzi o porządek?
Tu Bieszczady biją na głowę czystością. Wielokrotnie pisałem o tym, że Biebrza w trakcie
rozlewu sprząta śmieci. W BdPN rozlewów takich nie ma, ludzi nieporównywalnie więcej,
a jednak jest czysto. I proszę nie mówić, że to turyści. Oni są tacy sami.
Tam ktoś o takie sprawy dba. Może są to osoby odpowiedzialne za sprzedaż licencji na szlak?
A może to Służba Parkowa? Nie wiem. W każdym razie jest czysto. Jest klient, który płaci za wejście,
jest dla niego czysta oferta - towar. Zwykłe prawo rynkowe - coś za coś. Co ciekawe, przez ten
tydzień nie widziałem ani jednego oznakowanego samochodu BdPN. Straż Graniczną i owszem,
spotykałem, i były to raczej miłe kontakty.
Jak na razie to BPN wypada blado, ale czas na kilka słów pochwały. Dzika przyroda, bo to ona jest
głównym bohaterem każdego Parku. W BPN jest dużo lepiej. Może to wynika również z ilości turystów.
Nad Biebrzą, jest natomiast bardziej rozwinięte rolnictwo, a przecież nie odstrasza to zwierząt
ani ptaków. No tak, w czasie mojego pobytu było ponad 30 stopni. Ale przecież w takie upały bywałem
nad Biebrzą i obserwacje dzikich zwierząt nie należały do rzadkości. Fakt, że nakręcanie się na
wilka, niedźwiedzia, czy rysia na szlaku, to głupota, ale w BdPN nie uświadczyłem prawie nic.
Ostatniego dnia łanię, a poza tym parę orlików krzykliwych i kilka pięknych motyli.
Bardzo brakowało mi ptaków w Bieszczadach. Jeśli chodzi o orliki, to do nich wrócę oddzielną
zajawką, bo poświeciłem im w te wakacje trochę czasu.
Chyba jeszcze parę słów podsumowania. Wiem przecież, że i tak większość rozklikuje tylko zdjęcia,
a tekst pisany ma głęboko gdzieś. Ale są tacy, którzy to czytają i bardzo mnie to cieszy.
Jak więc wypada porównanie? Chcesz w miarę łatwo pooglądać zwierzęta? Jedź nad Biebrzę.
Chcesz pooglądać wspaniałe górskie krajobrazy i przepiękne lasy - zapraszam w Bieszczady.
Jeśli chodzi o infrastrukturę, to BPN ma wiele do nadrobienia. Jeśli chodzi o turystykę,
to BPN musi polubić turystów (jeśli oczywiście jest tym zainteresowany). A powinien, bo przyrodę
trzeba chronić dla ludzi, a nie tylko dla samej przyrody. Co zaś tyczy się klimatów,
jest bardzo podobnie. I tu, i tu słychać "szumy", i "głosy". Drzewa i trawy coś ciągle szepczą.
Bieszczady mają swoją trudną historię i to chyba gdzieś ciągle ciąży nad tym regionem.
Posłuchajcie KSU, oni ujęli to bardzo trafnie w swoich piosenkach - "Moje Bieszczady"
jak mawia moja starsza córka "wyrywają z butów". Biebrza ma swoje kłusownictwo związane głównie
(chociaż nie tylko) z rzeką, ale tu w ocenach też trudno być jednoznacznym. Ludzie z nad Biebrzy,
mają tą rzekę we krwi. Jest ich. Nie można wszystkiego traktować czarno-biało, są również odcienie
szarości. Jedno jest pewne, nad Biebrzą jest o wiele mniej ludzi. A czy to jest plus, czy minus,
zostawiam już Państwa ocenie.
P.S. Ostatnio sporo jeżdżę i wiem, że o łosiach i niebezpieczeństwie spotkania ich na drodze można
ostrzegać nie tylko za pomocą "znaczków drogowych". Można też za pomocą dużych tablic.
Widziałem takie rzucające się w oczy informacje, w okolicach Kruszwicy i Włocławka. Szkoda,
bo nie miałem ze sobą aparatu. Myślę, że zmiana podejścia wyszłaby na dobre i ludziom,
i zwierzętom. Pod rozwagę, kolejny raz podsuwam włodarzom z BPN. Tutaj możliwość kontaktu
z gatunkiem Alces alces jest dużo większa, a robimy dużo mniej.